Hanny Ożogowskiej „Stół do odrabiania lekcji” czyli Dzień Sprzątania Biurka – w ujęciu czytelniczym
W ramach naszego Szkolnego Kalendarza Okazji Czytelniczych – świętowaliśmy Dzień Sprzątania Biurka. Oj! To jest święto, które wzbudziło we mnie duże emocje. Z resztą chyba nie tylko we mnie. Biurko, wiadomo, rzecz ważna, a nawet zaryzykuję: członek rodziny. Zwielokrotniony w przypadku rodziny wielodzietnej i rodziców pracujących w domu. Robi się z tego kilka ładnych mebli. Słowem, jest co sprzątać. Powiem tak: biurko każdy ma, ale porządek na nim – już nie każdy. Porządek na biurku bowiem – zwłaszcza w czasach obecnych – to nie lada wyzwanie…
Bo dzisiejsze biurka s a m e w i n n e s o b i e s ą. Ponieważ prowokują swoich użytkowników do generowania nieładu. I może brzmi to ironicznie – ale doprawdy nie jestem pewna czy ironia ta była zamierzona. Może trochę? Tak po prostu to czuję: przepastność biurka zazwyczaj stymuluje nieporządek, co dotyczy zwłaszcza biurek nastoletnich. Biurka kilkuletnie, które chodzą dopiero do zerówki, są bardziej zdyscyplinowane. I o dziwo! – mają na sobie zdecydowanie więcej przyborów szkolnych od biurek, które chodzą do liceów i technikum. Te bowiem – jak wynika z moich obserwacji – uwielbiają gromadzić w sobie śmieci, przechowywać folijki po żelkach, okruchy czekolady i orzechów, sreberka po cukierkach dostanych od Mikołaja. Nie przeszkadza im nic a nic, że wyglądają jak okienko do odkładania brudnych naczyń w szkolnej stołówce. Po prostu – lubią mieć nastawiane na sobie jak najwięcej pustych miseczek po budyniu, szklaneczek po soku, oblepionych już po dłuższym czasie małymi owadami, higienicznych płateczków po dokonaniu demakijażu oka, papierków po skarpetach świątecznych sprzed roku – czyli że: z grudnia 2024. TAK ! Wszystko to ląduje w zakamarkach szufladek i biurkowych szafeczek, przeznaczonych na coś z gruntu innego: na zeszyty i przybory szkolne. Uff! Jak ja tego nie cierpię! Zrozumie to tylko osoba taka jak ja, która przed przystąpieniem do nauki odczuwa konieczność wysprzątania nie tylko biurka, do którego zasiada, ale i dalszej przestrzeni, a nawet czasoprzestrzeni – plus jeszcze wymycia okien w pobliżu biurka i w pokoju obok. Takie atawistyczne odruchy przechowuję od moich czasów szkolnych, kiedy to byłam użytkowniczką tak zwanego półko-biurko-tapczanu czyli mebla, o jakim współczesna młodzież nie ma zielonego pojęcia. Mebel ten potwornie brzydki, nie przyjmował niczego i niczego nie przechowywał – prócz pościeli przypiętej pasami bezpieczeństwa. Generował natomiast codzienną konieczność eleganckiego wysprzątania i usunięcia wszystkiego, co stało lub też polegiwało na biurku, podczas intensywnego dnia. Każdego dnia. Dzień Świstaka. Żeby położyć się spać – należało rozłożyć tapczan. Żeby rozłożyć tapczan – trzeba było złożyć biurko, a tego nie udawało się zrobić jeżeli biurko nie było … puste.
Z okazji Dnia Sprzątania Biurka, otworzyły mi się wspomnienia, otworzył się półkotapczan i naturalnie… otworzyła się i książka. Czytana przeze mnie dawno, dawno temu jakieś milion pięćset sto dziewięćset razy. Bo to się proszę Państwa czytało! „Chłopak na opak” to zbiór krótkich bardzo bardzo bardzo śmiesznych historyjek o chłopcu, który wszystkie spektakularne wpadki swojego życia tłumaczył pechem. Jacek Czarnecki – nie będziemy przejmować się RODO i zdradzimy jego tożsamość – to bohater Hanny Ożogowskiej, pisarki, która jakoś tak przepadła bez wieści, a która napisała mnóstwo cudownych, młodzieżowych powieści. Za minutę pierwsza miłość, Głowa na tranzystorach, Tajemnica zielonej pieczęci, Dziewczyna i chłopak – może kogoś z Państwa też wzruszają te tytuły? Może mają Państwo związane z nimi jakieś sentymenty?
No to proszę bardzo – można sobie poczytać. Za darmo. Zamieszczam zdjęcie rozdziału „Stół do odrabiania lekcji”. A ponieważ moja książka gdzieś się zapodziała i nie mam do niej spontanicznego dostępu – tekst pobrałam z sieci. Tam też można sobie poczytać.
Życzę wszystkim udanej lektury i permanentnego porządku na biurku, oczywiście.
(Joanna Stefańska-Cieślak)


