Koszerne warsztaty czyli biblioteka wielokulturowa.
Gościliśmy w zeszłym tygodniu panią bibliotekarkę z będzińskiej biblioteki miejskiej, która przeprowadziła w naszej szkole zajęcia o wielokulturowości. Miałam przyjemność uczestniczyć w nich – i przyznaję, że było na tyle ciekawie, że porzucałam czynności reporterskie na rzecz aktywnego uczestnictwa w warsztatach. Pani zaproponowała zajęcia w grupach. Uczniowie pracowali z książką i mapą, mieli także do dyspozycji sporą rekwizytornię, w której rozglądali się chętnie podczas wykonywania kolejnych zadań. Na początku ustalono miejsce i czas akcji – około stu lat wstecz. Dzieci poznały bohaterów – przewodników po konkretnej przestrzeni: rodzinnego miasteczka dziewczynki o imieniu Malka. Znajduje się tutaj tradycyjny Rynek, a nieopodal niego: szkoła, poczta, kościół, cmentarz – zatem stałe elementy topografii miast. Wszystko co znamy i jednocześnie coś nagle odmiennego – czyli wyrastająca obok kościoła synagoga, mykwa, cheder, cmentarz żydowski – w sąsiedztwie katolickiego; i targowisko. Na tym właśnie targowisku pojawia się wyjęty ze współczesnej Warszawy bohater: Antek.
– Cześć, jestem Antek. Mam 12 lat – mówi. Przed chwilą byłem na zakupach w centrum handlowym. I nagle znalazłem się tutaj, na targu… Wszystko wygląda tu jakoś starodawnie…
– Szalom! Jestem Malka. – odpowiada dziewczynka. Mam 11 lat i jestem polską Żydówką. Jest rok 1925, w moim miasteczku mieszkają ludzie różnych religii. Ale my – dzieci, zawsze bawimy się razem…
No właśnie. Uczniowie na start. Dzieci przecież zawsze bawią się razem… Dlatego podczas zajęć dzieciaki z klas czwartych wędrowały wraz z książkową Malką. Zwiedzały wielokulturowe miasteczko żydowskiej rówieśniczki. Miasteczko – jak uczniowie sami słusznie zauważyli – łudząco podobne do Będzina. Będzin też niewielki – mówili, i też znajdowała się w nim synagoga. Wiedzieli, co to synagoga. Znali termin wielokulturowości. Pani wszystko rzetelnie wyjaśniała. Ale nowe słowa, terminy i definicje napływały nieustannie podczas zajęć.
Uczniowie stale korzystali z mapy. W każdym zaznaczonym na niej miejscu spotkał ich odmienny obyczaj, obco brzmiące słowa. Aby je oswoić wykonali szereg zadań, używając do tego za każdym razem udostępnionych rekwizytów i fotografii. Tajemnica odmiennej kultury powoli otwierała się. Słowa napełniały się znaczeniem. Szabat, koszerne i trefne jedzenie, czulent, aromatyczna besaminka. Rabin, Tora, Pięcioksiąg, jad (nie mylić z trucizną) – wskaźnik w kształcie palca do przewracania stron Tory. Bar micwa, szabat, święto Chanuka. Macewa czyli nagrobna płyta, pismo hebrajskie, symbol świecy na macewie. Różnorodność obyczaju. Brak zniczy na żydowskim cmentarzu, a zamiast nich: kamienie – symbole pamięci o zmarłych. Na głowie obowiązkowe przyodzianie: kipa (jarmułka, mycka lub po prostu konieczność nakrycia głowy czapką lub kapturem). Kubek dwuuchy – do mycia, nie do picia. Rytuał wygląda tak: kiedy wychodzisz z cmentarza bierzesz go prawą ręką za prawe ucho, nabierasz wody i polewasz lewą dłoń. Potem odwrotnie. Wychodzisz z cmentarza rytualnie oczyszczony.
Finiszujemy grą w drejdle. Cztery maleńkie drewniane bączki. Jak nimi zakręcisz, możesz – w zależności od wykulanego symbolu – coś wygrać. Wygrać: nic, wygrać wszystko lub wygrać połowę. Albo jeszcze „szin” – czyli nie tylko niczego nie wygrywasz, lecz nawet musisz jeszcze dołożyć. Tak.
Wszystko bardzo ciekawe. I niezwykle dynamiczne zajęcia. Może dzieci nie wyszły z nich rytualnie oczyszczone, ale na pewno lepiej poinformowane i zorientowane na wielokulturowość!!!
(J. Stefańska-Cieślak)


