23 kwietnia. Dzień Książki.
Z tego powodu – było zadanie domowe. Należało porządnie zastanowić się, a po tym zastanowieniu
wybrać i przynieść książkę, którą lubimy najbardziej. Naj. Właśnie dlatego mnóstwo fajnych książek
przyszło dziś do naszej szkoły. Żeby świętować z dziećmi. Niektóre z nich przybyły po ludzku (albo po
bożemu, jeśli ktoś woli) – zapakowane do tornistrów; niektóre przemycone w sercach i głowach.
Wszystkie ulubione, najwspanialsze, najukochańsze, takie o których nie sposób zapomnieć –
ponieważ są jak pierwsza miłość: największa. Największa, choć niekoniecznie jedyna, bo niektórzy
mają aż dwie! Albo nawet, proszę Państwa – trzy! To którą, proszę Państwa, mają wówczas wybrać?
No co by Państwo zrobili na miejscu dziecka, które aż trzy kocha książki? A dzieci serca mają pojemne.
I tak się składa, że noszą w nich po kilka książek wespół. Z żadnej nie chcą rezygnować, bo żal… I ten
żal ja znakomicie, proszę Państwa rozumiem. Głaszczą więc kartki na zmianę, podziwiają obrazki i
śmigają z lekturą zatkniętą pod pachą, żeby rekomendować koleżance. Można tak. Okazuje się, że tak
można. Z wielu powodów. Z tysiąca i jednego uzasadnień
. Bo to piękna historia… Bo mama nam to
czytała. Bo tak to dobrze nam się kojarzy… Bo to jakby o mnie było… Bo czytałem zamiast się uczyć i
liczyłem na szczęście, ale następnego dnia cud się nie zdarzył – i jedynkę po prostu dostałem. Bo
czytałem pierwszy raz w zimowe ferie i aż mi się ciepło od tego czytania robiło. Bo wcale mi się nie
wydawało, że to w ogóle może być fajne, a potem nagle nie mogłem przestać czytać…
Z okazji Dnia Książki, życzymy Wszystkim Państwu, wielu cudownych wylegiwań. Z uwolnioną od trosk
głową i wymarzoną książką w ramionach. Wiadomix.
(Joanna Stefańska-Cieślak)





