Dzień Roweru – w ujęciu czytelniczym
„Karusia wsiadła na rower i mocno chwyciła kierownicę. W brzuchu poczuła łaskotki…”
(Asa Lind: Piaskowy Wilk)
W ramach naszego Szkolnego Kalendarza Okazji Czytelniczych – świętowaliśmy Dzień Roweru. Czytaliśmy sobie – głośno i wspólnie – bo takie czytanie jest bardzo przyjemne. Zawsze przecież znajdą się tacy, którzy uwielbiają czytać głośno, a i tacy, którzy chętnie czytania słuchają. Zupełnie jak z jazdą na rowerze – miło jest pomknąć samotnie przed siebie, ale cudownie jest wybrać się na rodzinną wycieczkę rowerową. Wprawdzie czytanie i rowerowanie to dwie różne przyjemności, z bardzo odległych, krańcowych kategorii, jednakże zaryzykuję tezę, że łączy je jakieś podobieństwo. Zarówno użytkowanie roweru, jak książki – wiąże się stanowczo – z szerokim wachlarzem emocji przyjemnościowych. I z motylami! W brzuchu! Lepiej wprawdzie nie używać obu jednocześnie i nie czytać podczas jazdy z górki na pazurki. (Jak i nie używać komórki podczas jazdy autem). Polecam zdecydowanie rozdzielić te dwie przyjemności, bo to i bezpieczniej, i przyjemnością można cieszyć się dłużej.
Zatem po czytaniu – idziemy na rower. Aby gonić wiatr. I czuć się tak dobrze, że odlecą wszystkie smutne sprawy… – jak pisał poeta piosenki. No i aby z całą mocą poczuć rowerowy zawrót głowy.
(Joanna Stefańska-Cieślak) – wielbicielka książek i roweru

